czwartek, 20 sierpnia 2015

Miniaturka Dramione - Teraz czuję, że mam wszystko


            - Mamusiu, czy ja mam tatę? – Spytał mały chłopiec. Był tak do niego podobny.
- Oczywiście kochanie. Tylko, że nie może z nami tutaj być. Ma ważniejsze sprawy na głowie. – Odpowiedziałam przytulając go.
- Mamo, czy tato mnie kocha?
- Bardzo.
- Tęsknię za nim.
- Ja też.
Znów zbudziłam się z krzykiem cała spocona. Znów ten koszmar. Znów koszmar, w którym Scorupius pyta o ojca. Znów... Nadal go nie ma. Czemu ja się w ogóle łudziłam, że kiedyś będzie?
Z ciągu myśli wyrwało mnie pukanie do okna. Sowa z nową gazetą. Przeczytam przy śniadaniu. Zeszłam na dół, zahaczając o pokój mojego dwuletniego synka. Te same blond włosy. Te same stalowoniebieskie oczy. Ten sam wyraz twarzy. Ten sam Malfoy. Przygotowałam posiłek i usiadłam do stołu wraz z gazetą. Nie wierzę w to, co widzę.
„JEDYNY DZIEDZIC  MALFOY’ÓW NIEDŁUGO STANIE NA ŚLUBNYM KOBIERCU!!!
Młody i przystojny Draco Malfoy, jedyny dziedzic majątku Malfoy’ów, oświadczył minionego wieczoru na bankiecie w Malfoy Manor, że piękna Astoria Greengrass jest wybranką jego serca. Ślub odbędzie się już za dwa tygodnie! Narcyza Malfoy, matka przyszłego Pana Młodego jest przeszczęśliwa! Jak mówi: „Nigdy nie spodziewałam się tak pięknej i inteligentnej synowej. Na lepszą nie mógł trafić!” Nasz reporter będzie uczestniczył w tej pięknej ceremonii, gdy panna Greengrass stanie się Panią Malfoy!”
Po przeczytaniu tego jakże pięknego artykułu, odrzuciłam gazetę w najdalszy kąt kuchni, usiadłam na kanapie i zaniosłam się głośnym szlochem. Jak on mógł?! Mówił, że mnie kocha. Mówił, że razem wychowamy Scora. Ze będziemy szczęśliwi. A teraz? On będzie za dwa tygodnie szczęśliwym mężem, a ja starą panną z dzieckiem.
Po 30 minutach z ciągu płaczu, wyrwało mnie wołanie.
- Mamo! Co na śniadanko?
- To, co tylko chcesz kochanie. – Powiedziałam wycierając łzy i całując w czoło mojego skarbka.
- A jeśli chcę naleśniki? – Zapytał unosząc brew. Draco robił to tak samo.
- To ci je usmażę. Teraz siadaj na kanapę, a ja ci zrobię w międzyczasie gorącą czekoladę. Co ty na to?
W odpowiedzi dostałam szeroki uśmiech.
Zawołałam synka na śniadanie, a sama poszłam się na górę umyć i ubrać. Po szybkim prysznicu i doprowadzeniu się do ogólnego porządku zeszłam na dół i posprzątałam po śniadaniu.
- Kochanie idziemy się ubrać. – Powiedziałam, lecz robienie tego, co powiedziałam przerwał mi dzwonek.
Wzięłam Scora na ręce i poszłam otworzyć. W drzwiach stał nie, kto inny jak…
- Draco? – Pojedyncza łza mi spłynęła po policzku, a sama ledwo się powstrzymałam żeby się na niego nie rzucić.
- Wróciłem.
- Po tym jak oświadczyłeś się Greengrass?! – Krzyknęłam, a mały się wzdrygnął. – Kochanie idź się pobawić do pokoju. Zaraz do ciebie przyjdę.
I poszedł.
- Jak śmiesz tu przychodzić po tym jak zostawiłeś mnie na dwa lata?! Sama musiałam się nim zająć! Nieprzespane noce, kolki, wirusy! To ja byłam z nim jak uczył się podstaw życia! A ty się zjawiasz po dwóch latach i tylko marne wróciłem?! – Zaczęłam się sztucznie śmiać i płakać.
- Teraz już możemy być razem.
- Teraz to ty masz się żenić!
- Och Granger, a ty podobno taka inteligentna jesteś.
- Jeśli przyszedłeś tutaj mnie obrażać i do końca zepsuć humor to lepiej już idź.
- Może zaprosisz mnie na jakąś herbatę albo kawę, a nie tak w progu się na mnie drzesz. Jeszcze nasz syn się wystraszy. – Powiedział akcentując słowa „nasz syn”
- Nasz?! Jak śmiesz go nazywać naszym synem?! Zostawiłeś go na dwa lata! Codziennie śni mi się jak pyta gdzie jest jego tata i czy go kocha! Mówi, że tęskni, chociaż cię nie zna. On w porównaniu do ciebie ma serce! Jaki normalny człowiek z sercem zostawia kobietę z małym dzieckiem na dwa lata?!
- Kto ci powiedział, że jestem normalny?
- Właśnie w tym sęk, że ty nie jesteś normalny! Po co przyszedłeś, żebym jeszcze bardziej cierpiała? Zrobione! Żeby mi znowu serce pękło? Udało się! Żeby narobić Scorupiusowi nadzieję, że będzie miał normalną rodzinę? Zaraz tu zejdzie, ty wyjdziesz i też ci się uda. – Mówiłam płacząc. Weszłam do domu, usiadłam na kanapę i zaniosłam się jeszcze większym szlochem.
Po chwili poczułam, że ktoś mnie obejmuje, a ja odruchowo jeszcze bardziej się wtuliłam w mojego „pocieszyciela”.
- Przepraszam skarbie, że was zostawiłem. Przez te dwa bite lata próbowałem wbić mojemu ojcu, że cię kocham i że nie chcę nikogo innego. On się ciągle upierał, że nie ma czegoś takiego jak miłość, jest tylko pożądanie. Że w tych czasach liczy się tylko czystość krwi. Po dwóch latach zrozumiał, że moje uczucia wobec ciebie są szczere. Ojciec w zeszłym tygodniu wykupił całe akcje Proroka Codziennego, więc publikują to, co on chce. Więc poprosiłem go, żeby dodał na stronę główną ten FAŁSZYWY artykuł o mnie i Astorii, żebyś już totalnie straciła nadzieję, a ja wrócę jak książę na białym koniu i będziemy żyć długo i szczęśliwie.
- Nie pomyślałeś o tym, co będę czuć, gdy przeczytam gazetę? – Powiedziałam ochrypłym głosem.
- Nie. Przepraszam.
- Mamo, czy to jest mój tato? – Nawet nie zauważyłam, kiedy mój synek siedział u mnie na kolanach.
- Tak Scor, jestem twoim tatą. Przepraszam, że mnie tak długo nie było, ale teraz będę już na zawsze. – Powiedział Draco, przytulając naszego synka.
- Na zawsze?- Spytał nasz syn.
- Na zawsze? – Spytałam.
- Nawet dłużej. – Powiedział całując mnie. Przeszła mi cała złość. Liczył się tylko on.
- Och tak tęskniłam! – Powiedziałam rzucając mu się na szyję.
- Spokojnie Hermiono. – I jeszcze mocniej go przytuliłam.
- Nigdy nie mówiłeś mi po imieniu!
- Kiedyś trzeba zacząć. A teraz zbierać się, bo mamy zaproszenie na obiad!
- Gdzie na obiad?
- Do moich rodziców. Jeszcze nie wiedzą, że mają wnuka. – Powiedział uśmiechając się wrednie.
Po 30 minutach staliśmy w wielkim holu Malfoy Manor.
- Draco, skarbie to ty?
- Tak mamo to ja. Przyszedłem z gośćmi.
- O! Dzień dobry, ty to zapewne Hermiona. Miło mi cię poznać. – Powiedziała z uśmiechem przytulając mnie.
- Mnie również jest miło.
- O Draco, już jesteś. Panna Granger, jak miło widzieć. – Powiedział całując moją dłoń.
- Ojcze, matko, to wasz wnuk Scorupius.
- Co?! Jak mogłeś zostawić Hermionę samą z dzieckiem na dwa lata?! Ty do końca postradałeś zmysły?! Nie wiesz jak trudno jest z takim małym dzieckiem! Jeśli jest taki, jak ty, gdy byłeś mały to jej szczerze współczuję! Byłeś okropny, w sumie to ci nie minęło.
- Mamo!
- Wybacz Draco, ale usze przyznać rację Narcyzie. Zachowałeś się skrajnie nieodpowiedzialnie.
- Ale już wszystko jest dobrze. Było minęło. Scor to cudowny dzieciak.
- Na pewno nie ma tego po Draco. – Wtrąciła się pani Malfoy. – Cześć Scor.
- Dzień dobry.
- Jestem twoją babcią.
- Naprawdę?
- Tak, chodź pokażę ci ogród.
Narcyza poszła z małym, a Lucjusz zaprowadził nas do salonu.
- Coś mocniejszego? – Zaproponował.
- Tak. – Odparł Draco.
- Nie dziękuję. – Odpowiedziałam z uśmiechem, widząc minę mojego chłopaka? Kim on właściwie dla mnie jest? Z pewnością najważniejszym mężczyzną w moim życiu i ojcem naszego syna. Ale kim w życiu uczuciowym?
- Albo jednak nie. Muszę dzisiaj załatwić pewną sprawę i być przy tym w pełni trzeźwym.
Zaśmiałam się w duchu, widząc poważnego Draco. Po krótkiej wymianie zdań wróciła Narcyza i Scor. Poszliśmy do jadalni. Zajęłam miejsce obok Draco, a synka wzięłam na kolana. Po zjedzonym obiedzie Scor poszedł do dziadka.
- Hermiono, wiem, że źle zrobiłem zostawiając cię na te dwa lata. Byłem głupi. Jestem głupi. Ale zakochany. Kocham cię. Ciebie i Scora. Nie wyobrażam sobie życia bez ciebie. Wiem, że odpowiedź brzmi tak, ale wypada zapytać. – Powiedział klękając przede mną ze swoim Malfoy’owskim uśmiechem. – Czy uczynisz mi ten zaszczyt i wyjdziesz za mnie?
- Tak! – Krzyknęłam rzucając mu się na szyję i całując. Po chwili czułości wsunął mi na palec piękny pierścionek.
- To najlepszy prezent na urodziny. – Powiedział z uśmiechem Draco.
- Och zapomniałam, że masz dzisiaj urodziny. Wybacz, nie mam dla ciebie nic.
- Ty jesteś dla mnie najlepszym prezentem. – Powiedział całując mnie.
Po dwóch miesiącach…
- Czy ty Draconie Lucjuszu Malfoy bierzesz sobie za żonę Hermionę Jean Granger i ślubujesz jej miłość, wierność i uczciwość małżeńską, oraz że jej nie opuścisz aż do śmierci?
- Tak.
- Czy ty Hermiono Jean Granger bierzesz sobie za męża Dracona Lucjusza Malfoy’a i ślubujesz mu miłość, wierność i uczciwość małżeńską, oraz że nie opuścisz go aż do śmierci?
- Tak.
- Uważam, wasz związek małżeński za ważny, dzięki nadanym mi prawom Najwyższego Sądu Wizengamotu. Pan Młody, może pocałować Panią Młodą.
Nie trzeba było mu powtarzać dwa razy. Wbił się w jej malinowe wargi z zachłannością, tak jakby to robił ostatni raz.
Po niecałym roku…
- Dzień dobry! – Krzyczał mój mąż w progu.
- Witaj kochanie. – Powiedziałam całując go.
- A czym sobie zasłużyłem na takie miłe przywitanie? – Powiedział z uśmiechem.
- A tym, że masz urodziny.
- No tak. To piękny dzień. Dokładnie rok temu zgodziłaś się zostać moją żoną. Myślę, że nie żałujesz tej decyzji.
- Nigdy w życiu. A teraz chodźmy na górę świętować. – Powiedziałam z uśmiechem.
- A co z Scorem?
- Jest u twoich rodziców. Wieczorem do nich idziemy na kolację. Mamy teraz kilka godzin dla siebie.
W sypialni…
- Połóż się i odpręż, ja za chwilę wrócę.
- Będę czekać. – Powiedział ze swoim słynnym uśmieszkiem.
Z perspektywy Draco
- Mam dla ciebie prezent kochanie. – Powiedziała moja żona.
- No nie wiem czy pobijesz zeszłoroczny prezent.
- Proszę.
Podała mi jakieś pudełko. W środku były malutkie, dziecięce buty.
- Kochanie, sądzę, że będą na mnie za małe.
- Głuptasie, pomyśl.
Po chwili dotarło to do mnie.
- Jesteś w ciąży?!
- Tak. Dzisiaj rano byłam u ginekologa. Czwarty miesiąc. – Powiedziała śmiejąc się.
- W tym roku wygrałaś. Kocham cię.
- Ja ciebie też.
I przytuliłem ją. To taki zwykły gest, zwykłe słowa, a tak wiele potrafią zmienić i tak uszczęśliwić człowieka. Teraz czuję, że mam wszystko.  




 
  

  


wtorek, 18 sierpnia 2015

Rozdział 8 Pani Weasley, panie Weasley, muszę wam coś powiedzieć


         Po sześciu dniach…

- W sumie cieszę się na to dziecko. Ale nie cieszę się, że Cho jest jego matką. – Powiedział Harry, kiedy przeszliśmy się na poranny spacer, brzegiem morza.
- Ważne, że nie będzie miało to maleństwo z nią kontaktu. Ona na pewno nie dałaby rady z nim. Teraz będzie trzeba tylko iść z nią do ginekologa i zgłosić wszystko dyrektorowi i profesor McGonagall.
- Po co iść do ginekologa i nauczycieli?
- Do ginekologa, żeby sprawdzić czy rzeczywiście jest w ciąży i co z dzieckiem.
- Przecież test jest pozytywny. – Wtrącił się Wybraniec.
- Ale testy nie zawsze mówią prawdę. A do nauczycieli, bo jeśli naprawdę jest w ciąży to musi się zdrowo odżywiać i nie może się przemęczać i takie tam.
- O Godryku, jakie to wszystko skomplikowane.
- A myślałeś nad imieniem?
- Tak, jak dziewczynka to Lily Hermiona, a jak chłopiec to James Syriusz.
- Czemu chcesz jej dać na drugie imię, moje imię?
- Bo jest piękne, poza tym jesteś moją najlepszą przyjaciółką. Zawsze przy mnie byłaś.
W odpowiedzi go przytuliłam
- Chodźmy już. Zaraz pewnie przyjdzie Cho.
Rzeczywiście, w hotelu już na nas czekała panna Chang.
- Więc jaka jest twoja odpowiedź? – Zapytała.
- Zajmę się nim sam. Przez okres ciąży zapewnię ci wszystko, co będzie ci potrzebne. Jutro wybierzemy się do ginekologa w św. Mungu.
- To twoja ostateczna decyzja?
- Tak. – Odpowiedział stanowczo.
- Dobrze. Zatem jutro wybierzemy się do ginekologa. Ale chcę iść z Hermioną, a następnie chciałabym się udać na zakupy.
- Oczywiście. Hermiono? – Spojrzał na mnie Harry.
- Nie ma problemu. – Odpowiedziałam. – Tym czasem pakujmy się po obiedzie przyjedzie po nas auto z ministerstwa. Cho, wracasz z nami?
- Nie dziękuję, za godzinę teleportuje się po mnie moja matka. Jutro o 14 spotkajmy się pod Mungiem. Do zobaczenia.
Po zjedzonym obiedzie wróciliśmy do Nory.
- Myślicie, że powinienem powiedzieć o dziecku waszej mamie?
- Myślę, że obrazi się jak jej nie powiesz. – Zaśmiał się Fred.
Gdy weszliśmy do Nory czekała na nas kolacja. Po zjedzonym posiłku, gdy wszyscy jeszcze siedzieliśmy przy stole, Harry zabrał głos.
- Pani Weasley, panie Weasley, muszę wam coś powiedzieć, ponieważ jesteście dla mnie jak rodzice. A gdyby moi rodzice żyli, wiedzieliby zapewne o tym pierwsi.
- Do rzeczy kochaneczku, bo zaczynam się denerwować. – Wtrąciła się mama naszych przyjaciół.
- Cho Chang jest ze mną w ciąży.
- CO?! – Krzyknęła Molly.

- Napoiła mnie alkoholem, zrobiliśmy to i wymazała mi pamięć.
- Toż to skandal!- Wzburzył się pan Artur.
- Dała mi trzy opcje, że będziemy „szczęśliwą rodziną” albo, że będę płacił alimenty i nie będę miał kontaktu z dzieckiem albo, że biorę dziecko do siebie i ona nie ma z nim kontaktu. Oczywiście wybrałam trzecią opcję. Powiedziałem jej, że zapewnię jej wszystko, co najlepsze podczas ciąży. Jutro idziemy do ginekologa do św. Munga, a dokładniej Hermiona z nią idzie.
- Dobrze zrobiłeś. Myślałeś już nad imieniem? – Zapytała pani Weasley.
- Nie miałem do tego głowy. – Skłamał Harry, uśmiechając się w moją stronę.
- To teraz na górę, rozpakujcie się i zajmijcie się sobą!
Zostałam na dole pomagając sprzątać.
- Cieszę się moja droga, że jesteś z moim synem, lecz uważam, że bardziej pasujesz do Harry’ego.
- Czemu tak pani uważa?
- Ponieważ, ty, jako jedyna, no i Ronald jesteś z nim od początku i to nie ze względu na sławę. A teraz wszystkie dziewczyny, między innymi Cho, chcą być z nim ze względu na to, że jest Wybrańcem. Ty, jako jedyna potrafisz w nim dostrzec to, czego inne nie potrafią. Jesteś inteligentna, a Fred nie można o nim powiedzieć, że świeci rozumem. On jest zbyt lekkomyślny, wybuchowy i żywiołowy. Oczywiście życzę wam szczęścia i macie moje błogosławieństwo, ale po cichu mam nadzieję, że jednak będziesz z Harrym. Jesteście dla mnie jak dzieci i chcę waszego szczęścia, ale sądzę i w sumie to wiem, że Fred nie jest typem chłopaka, który się trzyma jednej dziewczyny.
- Wiem, proszę pani. Dlatego będę na niego uważać.
- Jeśli jednak, coś się takiego wydarzy, że cię zostawi lub tym podobne to pisz do mnie śmiało. – Uśmiechnęła się.
- Dziękuję.
I poszłam na górę. Wszyscy już na mnie czekali w pokoju bliźniaków.
- No nareszcie! Ale można zmywać? – Wzdychał Ron.
- Jeśli się rozmawia, to dosyć długo Ronaldzie.
- O czym rozmawiałyście? – Spytał Fred.
- O niczym istotnym. Co planujecie?
- Planujemy sobie randkę z Filchem i McGonagall.
- To powodzenia życzę. – Zaśmiałam się wstając, lecz Gin pociągnęła mnie za rękę i upadłam z wielkim hukiem.
- Planujemy imprezę z okazji rocznicy ślubu rodziców. – Wyjaśnił George.
- I co jest do zrobienia?
- Lista gości, zaproszenia, jedzenie, dekoracje, kwiaty, miejsce, zastawa stołu, muzyka i tort!
- Ja i Gin zajmiemy się zaproszeniami, jedzeniem, tortem i kwiatami. Fred i George dekoracje, miejsce, proponuję namioty w ogrodzie i muzyka, a Harry i Ron lista gości i zastawa stołu.
- Kiedy ma się to odbyć? W przyszła sobotę.
- No to mamy 6 dni! Do pracy! Ja lecę z Ginny napisać list do moich rodziców czy możemy skorzystać z kuchni w domu. Harry i Ron zacznijcie już pisać listę gości, a wy… Róbcie, co swoje!

***
Jest i rozdział! Pozdrawiam serdecznie :*


   







poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Rozdział 7 Prezent

Rozdział 7
         - Skąd masz pamiętnik mojej mamy?! I od kiedy go masz?! – Krzyczał Harry.
- Spokojnie Harry. Znalazłam pudło ze zdjęciami i tym pamiętnikiem po koniec 5 klasy w… W bibliotece. Usiadłam w najbardziej oddalonym kącie biblioteki, i obok regału odstawała deska, więc zajrzałam tam. No i jest. Wybacz, że nie dałam ci tego od razu, ale chciałam dać ci to na urodziny, żebyś miał niespodziankę. Wybacz.
- To ty mi wybacz. Niepotrzebnie wybuchłem. Prezent jest piękny. Nigdy bym się takiego nie spodziewał. Dziękuję. – Powiedział i przytulił mnie. Od razu zrobiło mi się lżej na sercu.
Nasze „czułości”, przerwało pukanie do drzwi. A w progu stał nie kto inny jak…
- Cho. Co ty tu robisz? – Spytał chłodno Harry.
- Jak to co? Masz urodziny! Mam coś dla ciebie! – Powiedziała słodko. Za słodko. Prawie zwróciłam przed chwilą zjedzony tort.
- Nie trzeba. Teraz wybacz, ale wracam do przyjaciół. – I zamknął drzwi, lecz panna miss plastiku była szybsza.
- Nie uciekniesz mi tak łatwo Pottuś. A teraz prezencik.
- Co to jest?
- Test ciążowy idioto! Do tego pozytywny.
- Co?! Przecież my nie ten!
- A wiesz, że istnieje coś takiego jak alkohol i zaklęcie zapomnienia?
- Ty podła żmijo! – Wykrzyczał, czerwony do granic możliwości Harry.
- Masz trzy opcje do wyboru. Pierwsza - jesteśmy szczęśliwą rodzinką, druga – płacisz alimenty i nie masz kontaktu z dzieckiem. Trzecia – bierzesz bachora do siebie i się już więcej nie zobaczymy. Za 6 dni tu wrócę i podejmiesz ostateczną decyzję. Do zobaczenia. – Pożegnała się z wrednym uśmieszkiem.
- Co ja mam teraz zrobić? – Powiedział Harry, siadając i kryjąc twarz w dłonie.
- Ja bym na twoim miejscu wzięła tego dzieciaka do siebie. Na pewno dobrze się nim zajmiesz, a nie masz pewności, co Cho z nim będzie robić i jak go wychowa. Ja ci pomogę. – Powiedziałam obejmując go, a on uśmiechnął się smutno.
- Chyba tak zrobię. Tak. Zrobię to. W sumie nawet się cieszę. Jeszcze nie dorosłem, żeby być ojcem, ale sądzę że będę lepszym rodzicem niż Cho. - Uśmiechnął się Wybraniec.
- Oczywiście Harry! Będziesz najlepszym tatą. – Powiedziałam przytulając go. – Ja chcę być chrzestną!
Wszyscy zaczęliśmy się śmiać. Po długich dyskusjach przy kremowym piwie, zasnęliśmy. Ja na łóżku z Harrym i Ronem, a Ginny z bliźniakami. Gdy się obudziłam leżałam na Wybrańcu, a nogi miałam zarzucone na brzuch rudzielca, który spał na dole łóżka. Podniosłam się delikatnie, nie budząc chłopców. W pokoju brakowało jednej rudej czupryny. Zarzuciłam bluzę na za duży na mnie T-shirt Harry’ego z godłem Gryffindoru *który swoją drogą kiedyś mu ukradłam i teraz służy mi za piżamę* i wyszłam na plażę. Chłodna, poranna, morska bryza owiała mnie. Opatuliłam się ciaśniej. Na brzegu siedział Fred.
- Czemu tu siedzisz Freddie?
- A czemu nie.
- Coś się stało?
- Jak się spało?
- A co to ma do rzeczy?
- Harry nie był wystarczająco wygodny?
- Obraziłeś się o to, że usnęłam na Harrym?
- Budzę się, a tu moja dziewczyna leży na Wybrańcu. Jak mam nie być zły?
- Po prostu. Zrozum, że Harry to tylko mój przyjaciel. – Powiedziałam całując go w policzek, a on mnie objął. – Mój zazdrośnik.
- Miałaś tak nie mówić!
- Wybacz… Zazdrośniku.


***
Wróciłam!!! Teraz postaram się regularnie wstawiać. Mam również pomysł na miniaturkę. Co o tym myślicie? Chcielibyście przeczytać?
Tym czasem pozdrawiam :*








poniedziałek, 10 sierpnia 2015

Rozdział 6 Spacer i niespodzianka


         Po kolacji zaproponowałam spacer, ponieważ zbliżał się zachód słońca.
- Mi się nie chce. – Powiedział Fred.
- I mi! – Powiedzieli George, Ron i Ginny.
Spojrzałam błagalnie na Harry’ego.
- Chodźmy. – Uśmiechnął się.
Gdy byłam na plaży, poczułam chłód zbliżającej się nocy, a ja byłam ubrana tylko w krótką sukienkę.
- Zimno ci?
- Trochę. - I Harry oddał mi swoją bluzę, w którą się zaopatrzył. – Dziękuję.
- Więc jak ci się powodzi z Fredem?
- Na razie jest wszystko ok. Zobaczymy jak będzie w Hogwarcie.
- Gdybyś miała jakiś problem, albo jakby trzeba było z kimś się rozliczyć to śmiało do mnie przychodź.
- Dziękuję. – Powiedziałam przytulając go.
- Uroczo wyglądasz. – Zaśmiał się, a ja uświadomiłam sobie, że bluza Harry’ego jest mi do połowy ud, przez co nie widać spod niej sukienki. Również się roześmiałam.
- Wiem. – Uśmiechnęłam się wrednie. – Ale teraz chodź do wody!
- Co? W ciuchach?
- Tylko do kolan!
I gdy weszliśmy do morza nadciągnęła wielka fala, która nas prawie całych zakryła. Gdy woda uzyskała swój dany poziom, roześmiałam się głośno, a Harry mi zawtórował.
- Lepiej już wracajmy, zaczyna się ściemniać. – Zaproponował mój przyjaciel.
- Przecież przyszliśmy tu na zachód słońca! – Powiedziałam i pociągnęłam go za rękę na piasek. Usiedliśmy obok siebie. Oparłam głowę na jego ramieniu, a on mnie objął, gdy poczuł, że trzęsę się.
- Pięknie. – Powiedziałam wsłuchując się w szum fal.
- Dokładnie.
*Z PERSPEKTYWY HARRY’EGO*
Po 15 minutach spędzonych w bardzo wygodnej pozycji wróciliśmy do hotelu. Gdy otwarliśmy drzwi do pokoju było ciemno. Lecz po chwili…
- NIESPODZIANKA!!!
Zapaliło się światło, a pokój był obwieszony balonami i serpentynami. Na stoliku stał tort, a na jednym z łóżek stos prezentów.
- Wszystkiego najlepszego Harry! – Powiedziała Hermiona rzucając mi się na szyję, a Fred na mnie patrzył z morderczym wzrokiem, lecz po chwili mu przeszło. Gdy wszyscy złożyli mi życzenia, Ginny wzięła się za krojenie tortu. Nie szło jej to najlepiej, więc zajęła się tym Miona.
- Teraz czas na prezenty! – Krzyknęła Gin.
Od bliźniaków dostałem kilka ich najnowszych produktów. Od Rona zestaw do czyszczenia miotły. Od Ginny książkę „Quidditch przez wieki – wydanie dla szukających”. A od Hermiony, album ze zdjęciami. Ale nie naszymi. Były tam zdjęcia za czasów moich rodziców. Ze szkoły. Byli na nich Huncwoci, moja mama i jakieś jej dwie koleżanki.
- Nie wiem, co powiedzieć.
- Mam coś jeszcze dla ciebie.
- To najlepszy prezent, jaki mogłem dostać.
- Uwierz, że to coś lepszego.
I podała mi pakunek, a w środku znajdowała się jakaś książka. Na pierwszej stronie napisane było:
Pamiętnik. Własność Lily Evans.  

***
Po jednym dniu przerwy wracam! Możliwe, że jutro będzie rozdział, po czym nastanie tydzień przerwy. Ale nie obiecuję, że jutro będzie. Jeśli to czytacie zostawcie po sobie ślad w postaci komentarza J Dzisiaj mija tydzień od założenia bloga! Pozdrawiam :*




sobota, 8 sierpnia 2015

Rozdział 5 Sen


         Po chwili zrozumiałem, że uwiesza się na mnie…

- Cho?
- Tak Harry to ja Twoja dziewczyna!
- Wybacz, ale nie przypominam sobie, żebyśmy byli parą.
- A to, co pomiędzy nami się stało w Pokoju życzeń? Ten pocałunek? On ci nie wystarczy, jako dowód naszego związku?
- Zważając na to, że potem zdradziłaś całą Gwardię to raczej nie bardzo.
- Harry, ja żałuję. Przepraszam cię, was wszystkich przepraszam.
- Powiem ci to pierwszy i ostatni raz. Ja, bynajmniej ja, nigdy Ci tego nie wybaczę. Zawiodłaś moje zaufanie, jak i całej Gwardii.
- Nie licz na wybaczenie i z naszej strony. – Powiedziała odważnie Hermiona, a reszta pokiwała twierdząco głowami.
Po chwili zmieszana Chang zebrała swoje rzeczy i uciekła.
- Dobrze jej powiedziałeś Harry. – Szepnęła Hermiona kładąc mi dłoń na ramieniu.
*Z PERSPEKTYWY HERMIONY*
Po 15 minutach byliśmy rozłożeni i rozebrani. Ja z Gin położyłyśmy się na kocu, uprzednio smarując się kremem z filtrem.
- Freddie posmarujesz mi plecki? – Spytałam z uroczym uśmiechem.
- Tobie zawsze, ale najpierw…
No i nie dokończył, ponieważ wziął mnie na ręce i zaczął biec w stronę wody.
- FRED POSTAW MNIE! TY IDIOTIO! FRYDERYKU WEASLEY NATYCHMIAST MNIE PUŚĆ!
- Nie ma sprawy kochanie.
Nic się zorientowała była pod wodą.
- Uduszę Cię kiedyś.
- To kiedyś, ale na razie mnie pocałuj.
- Jak zasłużysz, to cię pocałuję. Ale na razie to się tylko pogrążyłeś.
- Oj kochanie.
- Nie kochaniuj mu tutaj. Będziesz musiał odkupić swoje winy. – Powiedziałam siadając na kocu i okrywając się ręcznikiem, a Fred usiadł obok mnie, obejmując mnie ramieniem i całując w czoło.
- Moja mała złośnica.
- Ehh, no twoja. – Odparłam całując go czule, lecz krótko w usta.
- No tego się nie spodziewałem.
- A czego się spodziewałeś?
- Czy ja wiem, dwugodzinnego focha?
- Widocznie mnie nie znasz na tyle dobrze.
- Ale mam nadzieję, że poznam cię najlepiej jak się da.
- Też mam taką nadzieję. – Powiedziałam, opierając się o niego. Po chwili jednak usnęła.
Obudził mnie płacz dziecka. Bez zastanowienia podeszłam do łóżeczka i wzięłam dzieciątko na ręce.
- Już spokojne Lily. Mama zaraz Cię nakarmi.
Po nakarmieniu córeczki położyłam się z nią na łóżku.
- Tatuś za niedługo wróci.
Po tych słowach usłyszałam pukanie do drzwi. Zbiegłam na dół z małą na rękach. Po otworzeniu drzwi zobaczyłam mężczyznę, którego kocham nad życie. Pierwsze, co zrobiłam to spojrzałam w jego piękne, zielone oczy.
- Hermiona!
Wróciłam do rzeczywistości obudzona przez szept mojego chłopaka.
- Wstawaj kochanie. Wracamy na kolację.
Kiwnęłam zatwierdzająco głową. Zaczęłam się ubierać, a w głowie wciąż miałam zielone tęczówki.

***
Wybaczcie, że tak późno i krótko, ale nie miało być w ogóle dzisiaj rozdziału. Jednak dałam radę! Możliwe, że nie będzie notek od wtorku, ponieważ wyjeżdżam. Tym czasem dobranox :*
PS Rozdział dla Wiktorii S. :*

 




piątek, 7 sierpnia 2015

Rozdział 4 Morze


         Około godziny 8 ktoś wparował do naszego pokoju i usiadł koło mnie na podłodze.

- Wstawaj kochanie. – Szepnął mi do ucha Fred, całując mnie przy tym w czoło.
- Tak to mogę być budzona codziennie. – Odpowiedziałam całując go w usta.
- Halo, też tu jestem. – Powiedziała zaspana Ginny wyplątując się z koca.
- Też chcesz buziaka? – Zaśmiał się Fred turlając się w stronę Gin.
- Oczywiście. Ale nie od Ciebie.
- Ranisz.
- Tym czasem pa Fred, musimy się ubrać. – Wtrąciłam się.
- Najpierw ranią, potem wyrzucają. Czy nie ma dobrych kobiet na tym świecie? – Marudził wychodząc.
Po czterdziestu minutach zeszłyśmy na dół umyte i ubrane. Ginny założyła zwiewną, białą sukienkę i białe koturny. Włosy związała w luźny warkocz. A ja założyłam luźną, białą sukienkę w różowe kwiaty i do tego białe buty na obcasie. Włosy związałam w koka na bok.
- Pięknie wyglądacie dziewczynki, ale teraz szybko śniadanie zjedzcie, bo zaraz przyjedzie auto. – Odparła pani Weasley.
Po zjedzonym śniadaniu poszłyśmy z Gin po nasze walizki. Lecz do naszego pokoju wparowali Harry i Ron no i wzięli je za nas.
- Dzięki Harry. – Powiedziałam.
- Masz szczęście Ron. – Powiedziała Ruda, a ja z Harrym zaczęliśmy się śmiać.
Po chwili siedzieliśmy w magicznie powiększonym aucie. Ja zajęłam miejsce między Fredem, a Ginny, a naprzeciwko nas siedzieli George, Ron i Harry. Poczułam obejmującą mnie rękę w talii, odwróciłam głowę i uśmiechnęłam się do mojego chłopaka. To dziwnie brzmi. Mój chłopak. Chyba musze się przyzwyczaić.
*Z PERSPEKTYWY HARRY’EGO*
Gdzie ten idiota ją łapie?! I to przy ludziach! Mógłby się powstrzymać! Ale Hermiona jest szczęśliwa. Ale jak ona może być z NIM szczęśliwa?! Stop. Najważniejsze jest dla mnie dobro Mionki. Nieważne, z kim jest. Czy z Fredem, Ronem czy nawet Malfoy’em. Ważne żeby była szczęśliwa i czuła się bezpiecznie.
Po około 3 godzinach byliśmy na miejscu. Najpierw mieliśmy się zakwaterować się w hotelu. Okazało się, że jest on tuż przy piaszczystej i mało znanej (co się równa z tym, że mało zaludnionej) plaży. Dostaliśmy jeden pokój 6-osobowy z podwójnymi łóżkami.
*Z PERSPEKTYWY HERMIONY*
- Więc ja i Gin, Fred i George, Harry i Ron. Pasuje?
Wszyscy pokiwali głowami oprócz…
- Ja się nie zgadzam!
- Czemu Fred?
- Wolę być w jednym łóżku ze swoja dziewczyną.
- Ranisz bracie! – Wtrącił się drugi z bliźniaków.
- A George ma być z Ginny?
- Nie! – Krzyknęła Gin.
- Siostrzyczko, chodź na słówko. – Powiedział Fred.
Po chwili wrócili, a Ruda położyła się na łóżku obok Georga.
- Spisek! – Krzyknęłam. – Śpisz w wannie Fred.
- Bardzo chętnie, ale mamy tu prysznic kochanie.
Spojrzałam na niego ze złością i zaczęłam szukać stroju kąpielowego w walizce.
- Radzę wam też się przebrać, bo idziemy na plażę.
Po 30 minutach wszyscy byliśmy gotowi. Na plaży było pusto. Prawie. Tylko na jednym ręczniku leżała pewna osoba. Gdy usłyszała śmiech bliźniaków odwróciła się i krzyknęła:
- Harry!

***
Znowu króciutki! Pamiętajcie, że dzisiaj o 20 na TVN’ie Zakon Feniksa! Pozdrawiam, a rozdział ze specjalną dedykacją dla Wiktorii S. :*






czwartek, 6 sierpnia 2015

Rozdział 3 Kochany, rudy zazdrośnik


         W progu stał roześmiany mokry Fred wraz z roześmianą mokrą Hermioną na rękach.

- Ten idiota mnie wrzucił do jeziorka!
- A potem ty mnie za sobą pociągnęłaś!
- Ty zacząłeś!
- Kazałaś mi coś zaproponować!
- Bo ty chciałeś zrobić coś ciekawszego niż czytanie! Postaw mnie już na ziemi!
 Czerwony do granic możliwości Harry, nie mógł patrzeć na tą całą zaistniałą sytuację, więc czym prędzej poszedł na górę do pokoju Rona.
*Z PERSPEKTYWY HARRY’EGO*
Co się ze mną dzieje?! Jestem zazdrosny o Hermionę?! Przecież to moja przyjaciółka. Tylko przyjaciółka! A może rzeczywiście patrzę na nią ostatnio inaczej? Przez wakacje naprawdę wyładniała. Chyba na prawdę mi się podoba. To trochę dziwne. Jeszcze miesiąc temu dałbym sobie rękę uciąć, że chcę być z Ginny.
Moje przemyślenia przerwało pukanie do drzwi.
- Proszę!
- Harry, czy coś się stało?
- Nie Hermiono. – Uśmiechnąłem się.
- To czemu tak szybko poszedłeś?
- Musiałem przemyśleć pewną sprawę.
- Harry, mogę Cię o coś spytać?
- Oczywiście.
- Czy czujesz coś jeszcze do Ginny?
- Nie. Właściwie to o tym rozmyślałem. – Powiedziałem, po części kłamiąc. – Stwierdziłem, że jak umawia się z Deanem to nie ma co sobie robić zbędnej nadziei.
- To w sumie dobrze. Nie musisz cierpieć, patrząc na nich.
Tak, ale cierpię patrząc na ciebie i Freda.
- A co jest pomiędzy tobą, a Fredem?
- Nic, Fred jest dla mnie tylko bratem Rona i Ginny.
- Czy aby na pewno? – Spytałem z uśmiechem.
- Chyba nie. Ostatnio tak jakoś się zbliżyliśmy.
- Ej, głowa do góry! Ty też mu się z pewnością podobasz. Jesteś piękna, inteligentna, zabawna.
- Na prawdę tak uważasz?
- Oczywiście.
- Dziękuję Harry! – Powiedziała przytulając mnie.
* Z PERSPEKTYWY HERMIONY*
Zeszłam na dół do kuchni. Siedział tam George.
- Nie wiesz gdzie jest Fred?
- Siedzi w ogrodzie na ławce. Jakiś taki smutny jest. Idź z nim porozmawiać.
Kiwnęłam głową i wyszłam na dwór. Ciepły lipcowy wiatr muskał moje poliki.
- Co się stało Freddie? – Spytałam z troską w głosie.
- Nic.
- Przecież widzę, że coś się dzieje.
- Ty się o mnie tak nie troszcz, bo Harry będzie zazdrosny!
- Więc o Harry’ego chodzi? – Zaczęłam się śmiać. – To tylko mój przyjaciel. To ty mi się podobasz.
- No pewnie! Harry tylko przyjaciel, a jak wybiegł to ty od razu za… Czekaj, co?!
- Podobasz mi się zazdrośniku! – Uśmiechnęłam się, a Fred do mnie podszedł i pocałował. Zrobiło mi się cieplej. Zarzuciłam mu ręce na szyję, a on mnie objął w pasie. Po dłuższej chwili oderwaliśmy się od siebie.
- A więc Hermiono Jean Granger, czy uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz moją dziewczyną? – Spytał klęcząc.
- Oczywiście zazdrośniku! – Odpowiedziałam śmiejąc się, a on znów mnie pocałował.
Gdy usłyszeliśmy trzask teleportacji poszliśmy do domu trzymając się za ręce. W kuchni stała pani Weasley z Ginny.
- GINNY!
Rzuciłam się na przyjaciółkę.
- Hermiona! Mam Ci tyle do powiedzenia. Chodźmy na górę.
- Pójdziecie za 15 minut. RON, HARRY, GEORGE NA DÓŁ! – Odparła pani Weasley.
Gdy wszyscy już siedzieliśmy na dole w salonie, mama naszych przyjaciół zaczęła mówić:
- Jako, że Harry obchodzi jutro urodziny mamy dla niego prezent, a zarazem niespodziankę i dla was wszystkich.
- Pani Weasley, absolutnie nie trzeba! – Wtrącił się Wybraniec.
- Ależ trzeba kochaneczku, nie codziennie obchodzi się swoje 16 urodziny. A więc pojedziecie na tydzień nad morze!
W odpowiedzi usłyszała moje i Ginny piski szczęścia i szmer zadowolenia chłopców.
- Jutro o 9 przyjedzie po was auto z Ministerstwa, więc na górę i się pakować!
Czym prędzej pobiegłyśmy z Ginny się pakować. Zdecydowałyśmy się poprosić jej mamę, aby transmutowała nasze podręczne torebki w walizki. Następnie zaczęłyśmy się pakować.
- Hermiona muszę CI coś powiedzieć.
- Gin, ja tobie też.
- Ok, to na trzy.
- Raz…
- Dwa…
- Trzy…
- Chodzę z Fredem!
- Straciłam dziewictwo!
- Co?!
- Co?!
I zaczęłyśmy się histerycznie śmiać.
- Chodzisz z moim bratem? Od kiedy?
- Od jakiś 30 minut. A ty? Jak? Gdzie? Kiedy?
- Wczoraj, u Deana. Jego rodziców nie było. No nie powiem było fajnie.
- Dziewczyno ty masz 15 lat. Ile ze sobą chodzicie?
- Jakieś dwa miesiące.
- Nie uważasz, że to za wcześnie?
- Och Hermiono jesteś staroświecka.
- No niech Ci będzie.
- A jaki jest Fred? No wiesz, jako chłopak?
- Halo Ginny, jesteśmy razem pół godziny, nie pół życia.
- A jak to się zaczęło, że jesteście razem?
I opowiedziałam jej całą historię. Około 20 pani Weasley zawołała nas na kolację. Zajęłam miejscy między Ginny, a Fredem. Gdy usiadłam poczułam rękę na swoim kolanie i zostałam obdarowana promiennym uśmiechem. Po posiłku poszłam na górę, wzięłam książkę i położyłam się. Po chwili do pokoju wparował Fred.
- Czemu tak szybko uciekłaś? – Spytał siadając na brzegu łóżka.
- Chciałam skończyć czytać, ale ktoś mi ciągle skutecznie przeszkadza.
- Ciekawe kto.
- Taki jeden kochany, rudy zazdrośnik. – Powiedziałam podnosząc się i całując go w policzek.
- Kochany? To się zgodzę. Rudy? Nie da się ukryć. Ale zazdrośnika to sobie mogłaś podarować. – Odpowiedział całując mnie.
Nagle do pokoju wpadła Ginny.
- Ja tylko po portfel!
Jak szybko wpadła, tak szybko wyleciała, a ja zaczęłam się niekontrolowanie śmiać. Gdy zegar wybił 23, Fred oznajmił:
- Jutro trzeba wstać o 8, żeby się wyrobić na 9. Dobranoc.
- Dobranoc zazdrośniku. – Odparłam, po czym Freddie pocałował mnie czule w usta, a na odchodne w czoło.
- I jak było? – Wpadła do pokoju moja ruda przyjaciółka.
- Cudownie.
Zaczęło się na temat chłopaków, a około 3 skończyło na zaśnięciu na podłodze.

***
Rozdział troszkę dłuższy. Wybaczcie, że tak późno. Jutro zapewne rozdział 4. Miło mi będzie jak zostawicie po sobie ślad w postaci komentarza. Dobranoc :*