- Mamusiu, czy ja mam tatę? – Spytał mały chłopiec.
Był tak do niego podobny.
-
Oczywiście kochanie. Tylko, że nie może z nami tutaj być. Ma ważniejsze sprawy
na głowie. – Odpowiedziałam przytulając go.
-
Mamo, czy tato mnie kocha?
-
Bardzo.
- Tęsknię
za nim.
- Ja
też.
Znów zbudziłam się z krzykiem cała spocona. Znów ten
koszmar. Znów koszmar, w którym Scorupius pyta o ojca. Znów... Nadal go nie ma.
Czemu ja się w ogóle łudziłam, że kiedyś będzie?
Z ciągu myśli wyrwało mnie pukanie do okna. Sowa z nową
gazetą. Przeczytam przy śniadaniu. Zeszłam na dół, zahaczając o pokój mojego dwuletniego
synka. Te same blond włosy. Te same stalowoniebieskie oczy. Ten sam wyraz
twarzy. Ten sam Malfoy. Przygotowałam posiłek i usiadłam do stołu wraz z
gazetą. Nie wierzę w to, co widzę.
„JEDYNY DZIEDZIC
MALFOY’ÓW NIEDŁUGO STANIE NA ŚLUBNYM KOBIERCU!!!
Młody i przystojny Draco Malfoy, jedyny dziedzic majątku
Malfoy’ów, oświadczył minionego wieczoru na bankiecie w Malfoy Manor, że piękna
Astoria Greengrass jest wybranką jego serca. Ślub odbędzie się już za dwa
tygodnie! Narcyza Malfoy, matka przyszłego Pana Młodego jest przeszczęśliwa!
Jak mówi: „Nigdy nie spodziewałam się tak pięknej i inteligentnej synowej. Na
lepszą nie mógł trafić!” Nasz reporter będzie uczestniczył w tej pięknej
ceremonii, gdy panna Greengrass stanie się Panią Malfoy!”
Po przeczytaniu tego jakże pięknego artykułu, odrzuciłam
gazetę w najdalszy kąt kuchni, usiadłam na kanapie i zaniosłam się głośnym
szlochem. Jak on mógł?! Mówił, że mnie kocha. Mówił, że razem wychowamy Scora.
Ze będziemy szczęśliwi. A teraz? On będzie za dwa tygodnie szczęśliwym mężem, a
ja starą panną z dzieckiem.
Po 30 minutach z ciągu płaczu, wyrwało mnie wołanie.
- Mamo! Co na śniadanko?
- To, co tylko chcesz kochanie. – Powiedziałam wycierając
łzy i całując w czoło mojego skarbka.
- A jeśli chcę naleśniki? – Zapytał unosząc brew. Draco
robił to tak samo.
- To ci je usmażę. Teraz siadaj na kanapę, a ja ci zrobię
w międzyczasie gorącą czekoladę. Co ty na to?
W odpowiedzi dostałam szeroki uśmiech.
Zawołałam synka na śniadanie, a sama poszłam się na górę
umyć i ubrać. Po szybkim prysznicu i doprowadzeniu się do ogólnego porządku
zeszłam na dół i posprzątałam po śniadaniu.
- Kochanie idziemy się ubrać. – Powiedziałam, lecz
robienie tego, co powiedziałam przerwał mi dzwonek.
Wzięłam Scora na ręce i poszłam otworzyć. W drzwiach stał
nie, kto inny jak…
- Draco? – Pojedyncza łza mi spłynęła po policzku, a sama
ledwo się powstrzymałam żeby się na niego nie rzucić.
- Wróciłem.
- Po tym jak oświadczyłeś się Greengrass?! – Krzyknęłam,
a mały się wzdrygnął. – Kochanie idź się pobawić do pokoju. Zaraz do ciebie
przyjdę.
I poszedł.
- Jak śmiesz tu przychodzić po tym jak zostawiłeś mnie na
dwa lata?! Sama musiałam się nim zająć! Nieprzespane noce, kolki, wirusy! To ja
byłam z nim jak uczył się podstaw życia! A ty się zjawiasz po dwóch latach i
tylko marne wróciłem?! – Zaczęłam się sztucznie śmiać i płakać.
- Teraz już możemy być razem.
- Teraz to ty masz się żenić!
- Och Granger, a ty podobno taka inteligentna jesteś.
- Jeśli przyszedłeś tutaj mnie obrażać i do końca zepsuć
humor to lepiej już idź.
- Może zaprosisz mnie na jakąś herbatę albo kawę, a nie
tak w progu się na mnie drzesz. Jeszcze nasz syn się wystraszy. – Powiedział
akcentując słowa „nasz syn”
- Nasz?! Jak śmiesz go nazywać naszym synem?! Zostawiłeś
go na dwa lata! Codziennie śni mi się jak pyta gdzie jest jego tata i czy go
kocha! Mówi, że tęskni, chociaż cię nie zna. On w porównaniu do ciebie ma
serce! Jaki normalny człowiek z sercem zostawia kobietę z małym dzieckiem na
dwa lata?!
- Kto ci powiedział, że jestem normalny?
- Właśnie w tym sęk, że ty nie jesteś normalny! Po co
przyszedłeś, żebym jeszcze bardziej cierpiała? Zrobione! Żeby mi znowu serce
pękło? Udało się! Żeby narobić Scorupiusowi nadzieję, że będzie miał normalną
rodzinę? Zaraz tu zejdzie, ty wyjdziesz i też ci się uda. – Mówiłam płacząc.
Weszłam do domu, usiadłam na kanapę i zaniosłam się jeszcze większym szlochem.
Po chwili poczułam, że ktoś mnie obejmuje, a ja odruchowo
jeszcze bardziej się wtuliłam w mojego „pocieszyciela”.
- Przepraszam skarbie, że was zostawiłem. Przez te dwa
bite lata próbowałem wbić mojemu ojcu, że cię kocham i że nie chcę nikogo
innego. On się ciągle upierał, że nie ma czegoś takiego jak miłość, jest tylko
pożądanie. Że w tych czasach liczy się tylko czystość krwi. Po dwóch latach
zrozumiał, że moje uczucia wobec ciebie są szczere. Ojciec w zeszłym tygodniu
wykupił całe akcje Proroka Codziennego, więc publikują to, co on chce. Więc
poprosiłem go, żeby dodał na stronę główną ten FAŁSZYWY artykuł o mnie i
Astorii, żebyś już totalnie straciła nadzieję, a ja wrócę jak książę na białym
koniu i będziemy żyć długo i szczęśliwie.
- Nie pomyślałeś o tym, co będę czuć, gdy przeczytam
gazetę? – Powiedziałam ochrypłym głosem.
- Nie. Przepraszam.
- Mamo, czy to jest mój tato? – Nawet nie zauważyłam,
kiedy mój synek siedział u mnie na kolanach.
- Tak Scor, jestem twoim tatą. Przepraszam, że mnie tak
długo nie było, ale teraz będę już na zawsze. – Powiedział Draco, przytulając
naszego synka.
- Na zawsze?- Spytał nasz syn.
- Na zawsze? – Spytałam.
- Nawet dłużej. – Powiedział całując mnie. Przeszła mi
cała złość. Liczył się tylko on.
- Och tak tęskniłam! – Powiedziałam rzucając mu się na
szyję.
- Spokojnie Hermiono. – I jeszcze mocniej go przytuliłam.
- Nigdy nie mówiłeś mi po imieniu!
- Kiedyś trzeba zacząć. A teraz zbierać się, bo mamy
zaproszenie na obiad!
- Gdzie na obiad?
- Do moich rodziców. Jeszcze nie wiedzą, że mają wnuka. –
Powiedział uśmiechając się wrednie.
Po 30 minutach staliśmy w wielkim holu Malfoy Manor.
- Draco, skarbie to ty?
- Tak mamo to ja. Przyszedłem z gośćmi.
- O! Dzień dobry, ty to zapewne Hermiona. Miło mi cię
poznać. – Powiedziała z uśmiechem przytulając mnie.
- Mnie również jest miło.
- O Draco, już jesteś. Panna Granger, jak miło widzieć. –
Powiedział całując moją dłoń.
- Ojcze, matko, to wasz wnuk Scorupius.
- Co?! Jak mogłeś zostawić Hermionę samą z dzieckiem na
dwa lata?! Ty do końca postradałeś zmysły?! Nie wiesz jak trudno jest z takim
małym dzieckiem! Jeśli jest taki, jak ty, gdy byłeś mały to jej szczerze
współczuję! Byłeś okropny, w sumie to ci nie minęło.
- Mamo!
- Wybacz Draco, ale usze przyznać rację Narcyzie.
Zachowałeś się skrajnie nieodpowiedzialnie.
- Ale już wszystko jest dobrze. Było minęło. Scor to cudowny
dzieciak.
- Na pewno nie ma tego po Draco. – Wtrąciła się pani
Malfoy. – Cześć Scor.
- Dzień dobry.
- Jestem twoją babcią.
- Naprawdę?
- Tak, chodź pokażę ci ogród.
Narcyza poszła z małym, a Lucjusz zaprowadził nas do
salonu.
- Coś mocniejszego? – Zaproponował.
- Tak. – Odparł Draco.
- Nie dziękuję. – Odpowiedziałam z uśmiechem, widząc minę
mojego chłopaka? Kim on właściwie dla mnie jest? Z pewnością najważniejszym
mężczyzną w moim życiu i ojcem naszego syna. Ale kim w życiu uczuciowym?
- Albo jednak nie. Muszę dzisiaj załatwić pewną sprawę i być
przy tym w pełni trzeźwym.
Zaśmiałam się w duchu, widząc poważnego Draco. Po krótkiej
wymianie zdań wróciła Narcyza i Scor. Poszliśmy do jadalni. Zajęłam miejsce
obok Draco, a synka wzięłam na kolana. Po zjedzonym obiedzie Scor poszedł do dziadka.
- Hermiono, wiem, że źle zrobiłem zostawiając cię na te
dwa lata. Byłem głupi. Jestem głupi. Ale zakochany. Kocham cię. Ciebie i Scora.
Nie wyobrażam sobie życia bez ciebie. Wiem, że odpowiedź brzmi tak, ale wypada
zapytać. – Powiedział klękając przede mną ze swoim Malfoy’owskim uśmiechem. –
Czy uczynisz mi ten zaszczyt i wyjdziesz za mnie?
- Tak! – Krzyknęłam rzucając mu się na szyję i całując.
Po chwili czułości wsunął mi na palec piękny pierścionek.
- To najlepszy prezent na urodziny. – Powiedział z
uśmiechem Draco.
- Och zapomniałam, że masz dzisiaj urodziny. Wybacz, nie
mam dla ciebie nic.
- Ty jesteś dla mnie najlepszym prezentem. – Powiedział całując
mnie.
Po dwóch miesiącach…
- Czy ty Draconie Lucjuszu Malfoy bierzesz sobie za żonę
Hermionę Jean Granger i ślubujesz jej miłość, wierność i uczciwość małżeńską,
oraz że jej nie opuścisz aż do śmierci?
- Tak.
- Czy ty Hermiono Jean Granger bierzesz sobie za męża
Dracona Lucjusza Malfoy’a i ślubujesz mu miłość, wierność i uczciwość
małżeńską, oraz że nie opuścisz go aż do śmierci?
- Tak.
- Uważam, wasz związek małżeński za ważny, dzięki nadanym
mi prawom Najwyższego Sądu Wizengamotu. Pan Młody, może pocałować Panią Młodą.
Nie trzeba było mu powtarzać dwa razy. Wbił się w jej
malinowe wargi z zachłannością, tak jakby to robił ostatni raz.
Po niecałym roku…
- Dzień dobry! – Krzyczał mój mąż w progu.
- Witaj kochanie. – Powiedziałam całując go.
- A czym sobie zasłużyłem na takie miłe przywitanie? –
Powiedział z uśmiechem.
- A tym, że masz urodziny.
- No tak. To piękny dzień. Dokładnie rok temu zgodziłaś
się zostać moją żoną. Myślę, że nie żałujesz tej decyzji.
- Nigdy w życiu. A teraz chodźmy na górę świętować. –
Powiedziałam z uśmiechem.
- A co z Scorem?
- Jest u twoich rodziców. Wieczorem do nich idziemy na
kolację. Mamy teraz kilka godzin dla siebie.
W sypialni…
- Połóż się i odpręż, ja za chwilę wrócę.
- Będę czekać. – Powiedział ze swoim słynnym uśmieszkiem.
Z
perspektywy Draco
- Mam dla ciebie prezent kochanie. – Powiedziała moja
żona.
- No nie wiem czy pobijesz zeszłoroczny prezent.
- Proszę.
Podała mi jakieś pudełko. W środku były malutkie,
dziecięce buty.
- Kochanie, sądzę, że będą na mnie za małe.
- Głuptasie, pomyśl.
Po chwili dotarło to do mnie.
- Jesteś w ciąży?!
- Tak. Dzisiaj rano byłam u ginekologa. Czwarty miesiąc. –
Powiedziała śmiejąc się.
- W tym roku wygrałaś. Kocham cię.
- Ja ciebie też.
I przytuliłem ją. To taki zwykły gest, zwykłe słowa, a
tak wiele potrafią zmienić i tak uszczęśliwić człowieka. Teraz czuję, że mam wszystko.