W progu stał roześmiany mokry
Fred wraz z roześmianą mokrą Hermioną na rękach.
- Ten idiota mnie wrzucił do jeziorka!
- A potem ty mnie za sobą pociągnęłaś!
- Ty zacząłeś!
- Kazałaś mi coś zaproponować!
- Bo ty chciałeś zrobić coś ciekawszego niż czytanie! Postaw mnie
już na ziemi!
Czerwony do granic możliwości Harry, nie mógł patrzeć na tą
całą zaistniałą sytuację, więc czym prędzej poszedł na górę do pokoju Rona.
*Z PERSPEKTYWY HARRY’EGO*
Co się ze mną dzieje?! Jestem zazdrosny o Hermionę?! Przecież to
moja przyjaciółka. Tylko przyjaciółka! A może rzeczywiście patrzę na nią
ostatnio inaczej? Przez wakacje naprawdę wyładniała. Chyba na prawdę mi się
podoba. To trochę dziwne. Jeszcze miesiąc temu dałbym sobie rękę uciąć, że chcę
być z Ginny.
Moje przemyślenia przerwało pukanie do drzwi.
- Proszę!
- Harry, czy coś się stało?
- Nie Hermiono. – Uśmiechnąłem się.
- To czemu tak szybko poszedłeś?
- Musiałem przemyśleć pewną sprawę.
- Harry, mogę Cię o coś spytać?
- Oczywiście.
- Czy czujesz coś jeszcze do Ginny?
- Nie. Właściwie to o tym rozmyślałem. – Powiedziałem, po części
kłamiąc. – Stwierdziłem, że jak umawia się z Deanem to nie ma co sobie robić
zbędnej nadziei.
- To w sumie dobrze. Nie musisz cierpieć, patrząc na nich.
Tak, ale cierpię patrząc na ciebie i Freda.
- A co jest pomiędzy tobą, a Fredem?
- Nic, Fred jest dla mnie tylko bratem Rona i Ginny.
- Czy aby na pewno? – Spytałem z uśmiechem.
- Chyba nie. Ostatnio tak jakoś się zbliżyliśmy.
- Ej, głowa do góry! Ty też mu się z pewnością podobasz. Jesteś
piękna, inteligentna, zabawna.
- Na prawdę tak uważasz?
- Oczywiście.
- Dziękuję Harry! – Powiedziała przytulając mnie.
* Z PERSPEKTYWY HERMIONY*
Zeszłam na dół do kuchni. Siedział tam George.
- Nie wiesz gdzie jest Fred?
- Siedzi w ogrodzie na ławce. Jakiś taki smutny jest. Idź z nim
porozmawiać.
Kiwnęłam głową i wyszłam na dwór. Ciepły lipcowy wiatr muskał moje
poliki.
- Co się stało Freddie? – Spytałam z troską w głosie.
- Nic.
- Przecież widzę, że coś się dzieje.
- Ty się o mnie tak nie troszcz, bo Harry będzie zazdrosny!
- Więc o Harry’ego chodzi? – Zaczęłam się śmiać. – To tylko mój
przyjaciel. To ty mi się podobasz.
- No pewnie! Harry tylko przyjaciel, a jak wybiegł to ty od razu
za… Czekaj, co?!
- Podobasz mi się zazdrośniku! – Uśmiechnęłam się, a Fred do mnie
podszedł i pocałował. Zrobiło mi się cieplej. Zarzuciłam mu ręce na szyję, a on
mnie objął w pasie. Po dłuższej chwili oderwaliśmy się od siebie.
- A więc Hermiono Jean Granger, czy uczynisz mi ten zaszczyt i
zostaniesz moją dziewczyną? – Spytał klęcząc.
- Oczywiście zazdrośniku! – Odpowiedziałam śmiejąc się, a on znów
mnie pocałował.
Gdy usłyszeliśmy trzask teleportacji poszliśmy do domu trzymając
się za ręce. W kuchni stała pani Weasley z Ginny.
- GINNY!
Rzuciłam się na przyjaciółkę.
- Hermiona! Mam Ci tyle do powiedzenia. Chodźmy na górę.
- Pójdziecie za 15 minut. RON, HARRY, GEORGE NA DÓŁ! – Odparła
pani Weasley.
Gdy wszyscy już siedzieliśmy na dole w salonie, mama naszych
przyjaciół zaczęła mówić:
- Jako, że Harry obchodzi jutro urodziny mamy dla niego prezent, a
zarazem niespodziankę i dla was wszystkich.
- Pani Weasley, absolutnie nie trzeba! – Wtrącił się Wybraniec.
- Ależ trzeba kochaneczku, nie codziennie obchodzi się swoje 16
urodziny. A więc pojedziecie na tydzień nad morze!
W odpowiedzi usłyszała moje i Ginny piski szczęścia i szmer
zadowolenia chłopców.
- Jutro o 9 przyjedzie po was auto z Ministerstwa, więc na górę i
się pakować!
Czym prędzej pobiegłyśmy z Ginny się pakować. Zdecydowałyśmy się
poprosić jej mamę, aby transmutowała nasze podręczne torebki w walizki.
Następnie zaczęłyśmy się pakować.
- Hermiona muszę CI coś powiedzieć.
- Gin, ja tobie też.
- Ok, to na trzy.
- Raz…
- Dwa…
- Trzy…
- Chodzę z Fredem!
- Straciłam dziewictwo!
- Co?!
- Co?!
I zaczęłyśmy się histerycznie śmiać.
- Chodzisz z moim bratem? Od kiedy?
- Od jakiś 30 minut. A ty? Jak? Gdzie? Kiedy?
- Wczoraj, u Deana. Jego rodziców nie było. No nie powiem było
fajnie.
- Dziewczyno ty masz 15 lat. Ile ze sobą chodzicie?
- Jakieś dwa miesiące.
- Nie uważasz, że to za wcześnie?
- Och Hermiono jesteś staroświecka.
- No niech Ci będzie.
- A jaki jest Fred? No wiesz, jako chłopak?
- Halo Ginny, jesteśmy razem pół godziny, nie pół życia.
- A jak to się zaczęło, że jesteście razem?
I opowiedziałam jej całą historię. Około 20 pani Weasley zawołała
nas na kolację. Zajęłam miejscy między Ginny, a Fredem. Gdy usiadłam poczułam
rękę na swoim kolanie i zostałam obdarowana promiennym uśmiechem. Po posiłku
poszłam na górę, wzięłam książkę i położyłam się. Po chwili do pokoju wparował
Fred.
- Czemu tak szybko uciekłaś? – Spytał siadając na brzegu łóżka.
- Chciałam skończyć czytać, ale ktoś mi ciągle skutecznie
przeszkadza.
- Ciekawe kto.
- Taki jeden kochany, rudy zazdrośnik. – Powiedziałam podnosząc
się i całując go w policzek.
- Kochany? To się zgodzę. Rudy? Nie da się ukryć. Ale zazdrośnika
to sobie mogłaś podarować. – Odpowiedział całując mnie.
Nagle do pokoju wpadła Ginny.
- Ja tylko po portfel!
Jak szybko wpadła, tak szybko wyleciała, a ja zaczęłam się
niekontrolowanie śmiać. Gdy zegar wybił 23, Fred oznajmił:
- Jutro trzeba wstać o 8, żeby się wyrobić na 9. Dobranoc.
- Dobranoc zazdrośniku. – Odparłam, po czym Freddie pocałował mnie
czule w usta, a na odchodne w czoło.
- I jak było? – Wpadła do pokoju moja ruda przyjaciółka.
- Cudownie.
Zaczęło się na temat chłopaków, a około 3 skończyło na zaśnięciu
na podłodze.
***
Rozdział troszkę dłuższy. Wybaczcie, że tak późno. Jutro zapewne
rozdział 4. Miło mi będzie jak zostawicie po sobie ślad w postaci komentarza. Dobranoc
:*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz