wtorek, 18 sierpnia 2015

Rozdział 8 Pani Weasley, panie Weasley, muszę wam coś powiedzieć


         Po sześciu dniach…

- W sumie cieszę się na to dziecko. Ale nie cieszę się, że Cho jest jego matką. – Powiedział Harry, kiedy przeszliśmy się na poranny spacer, brzegiem morza.
- Ważne, że nie będzie miało to maleństwo z nią kontaktu. Ona na pewno nie dałaby rady z nim. Teraz będzie trzeba tylko iść z nią do ginekologa i zgłosić wszystko dyrektorowi i profesor McGonagall.
- Po co iść do ginekologa i nauczycieli?
- Do ginekologa, żeby sprawdzić czy rzeczywiście jest w ciąży i co z dzieckiem.
- Przecież test jest pozytywny. – Wtrącił się Wybraniec.
- Ale testy nie zawsze mówią prawdę. A do nauczycieli, bo jeśli naprawdę jest w ciąży to musi się zdrowo odżywiać i nie może się przemęczać i takie tam.
- O Godryku, jakie to wszystko skomplikowane.
- A myślałeś nad imieniem?
- Tak, jak dziewczynka to Lily Hermiona, a jak chłopiec to James Syriusz.
- Czemu chcesz jej dać na drugie imię, moje imię?
- Bo jest piękne, poza tym jesteś moją najlepszą przyjaciółką. Zawsze przy mnie byłaś.
W odpowiedzi go przytuliłam
- Chodźmy już. Zaraz pewnie przyjdzie Cho.
Rzeczywiście, w hotelu już na nas czekała panna Chang.
- Więc jaka jest twoja odpowiedź? – Zapytała.
- Zajmę się nim sam. Przez okres ciąży zapewnię ci wszystko, co będzie ci potrzebne. Jutro wybierzemy się do ginekologa w św. Mungu.
- To twoja ostateczna decyzja?
- Tak. – Odpowiedział stanowczo.
- Dobrze. Zatem jutro wybierzemy się do ginekologa. Ale chcę iść z Hermioną, a następnie chciałabym się udać na zakupy.
- Oczywiście. Hermiono? – Spojrzał na mnie Harry.
- Nie ma problemu. – Odpowiedziałam. – Tym czasem pakujmy się po obiedzie przyjedzie po nas auto z ministerstwa. Cho, wracasz z nami?
- Nie dziękuję, za godzinę teleportuje się po mnie moja matka. Jutro o 14 spotkajmy się pod Mungiem. Do zobaczenia.
Po zjedzonym obiedzie wróciliśmy do Nory.
- Myślicie, że powinienem powiedzieć o dziecku waszej mamie?
- Myślę, że obrazi się jak jej nie powiesz. – Zaśmiał się Fred.
Gdy weszliśmy do Nory czekała na nas kolacja. Po zjedzonym posiłku, gdy wszyscy jeszcze siedzieliśmy przy stole, Harry zabrał głos.
- Pani Weasley, panie Weasley, muszę wam coś powiedzieć, ponieważ jesteście dla mnie jak rodzice. A gdyby moi rodzice żyli, wiedzieliby zapewne o tym pierwsi.
- Do rzeczy kochaneczku, bo zaczynam się denerwować. – Wtrąciła się mama naszych przyjaciół.
- Cho Chang jest ze mną w ciąży.
- CO?! – Krzyknęła Molly.

- Napoiła mnie alkoholem, zrobiliśmy to i wymazała mi pamięć.
- Toż to skandal!- Wzburzył się pan Artur.
- Dała mi trzy opcje, że będziemy „szczęśliwą rodziną” albo, że będę płacił alimenty i nie będę miał kontaktu z dzieckiem albo, że biorę dziecko do siebie i ona nie ma z nim kontaktu. Oczywiście wybrałam trzecią opcję. Powiedziałem jej, że zapewnię jej wszystko, co najlepsze podczas ciąży. Jutro idziemy do ginekologa do św. Munga, a dokładniej Hermiona z nią idzie.
- Dobrze zrobiłeś. Myślałeś już nad imieniem? – Zapytała pani Weasley.
- Nie miałem do tego głowy. – Skłamał Harry, uśmiechając się w moją stronę.
- To teraz na górę, rozpakujcie się i zajmijcie się sobą!
Zostałam na dole pomagając sprzątać.
- Cieszę się moja droga, że jesteś z moim synem, lecz uważam, że bardziej pasujesz do Harry’ego.
- Czemu tak pani uważa?
- Ponieważ, ty, jako jedyna, no i Ronald jesteś z nim od początku i to nie ze względu na sławę. A teraz wszystkie dziewczyny, między innymi Cho, chcą być z nim ze względu na to, że jest Wybrańcem. Ty, jako jedyna potrafisz w nim dostrzec to, czego inne nie potrafią. Jesteś inteligentna, a Fred nie można o nim powiedzieć, że świeci rozumem. On jest zbyt lekkomyślny, wybuchowy i żywiołowy. Oczywiście życzę wam szczęścia i macie moje błogosławieństwo, ale po cichu mam nadzieję, że jednak będziesz z Harrym. Jesteście dla mnie jak dzieci i chcę waszego szczęścia, ale sądzę i w sumie to wiem, że Fred nie jest typem chłopaka, który się trzyma jednej dziewczyny.
- Wiem, proszę pani. Dlatego będę na niego uważać.
- Jeśli jednak, coś się takiego wydarzy, że cię zostawi lub tym podobne to pisz do mnie śmiało. – Uśmiechnęła się.
- Dziękuję.
I poszłam na górę. Wszyscy już na mnie czekali w pokoju bliźniaków.
- No nareszcie! Ale można zmywać? – Wzdychał Ron.
- Jeśli się rozmawia, to dosyć długo Ronaldzie.
- O czym rozmawiałyście? – Spytał Fred.
- O niczym istotnym. Co planujecie?
- Planujemy sobie randkę z Filchem i McGonagall.
- To powodzenia życzę. – Zaśmiałam się wstając, lecz Gin pociągnęła mnie za rękę i upadłam z wielkim hukiem.
- Planujemy imprezę z okazji rocznicy ślubu rodziców. – Wyjaśnił George.
- I co jest do zrobienia?
- Lista gości, zaproszenia, jedzenie, dekoracje, kwiaty, miejsce, zastawa stołu, muzyka i tort!
- Ja i Gin zajmiemy się zaproszeniami, jedzeniem, tortem i kwiatami. Fred i George dekoracje, miejsce, proponuję namioty w ogrodzie i muzyka, a Harry i Ron lista gości i zastawa stołu.
- Kiedy ma się to odbyć? W przyszła sobotę.
- No to mamy 6 dni! Do pracy! Ja lecę z Ginny napisać list do moich rodziców czy możemy skorzystać z kuchni w domu. Harry i Ron zacznijcie już pisać listę gości, a wy… Róbcie, co swoje!

***
Jest i rozdział! Pozdrawiam serdecznie :*


   







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz