Rozdział 7
- Skąd masz
pamiętnik mojej mamy?! I od kiedy go masz?! – Krzyczał Harry.
- Spokojnie Harry. Znalazłam pudło ze zdjęciami i tym pamiętnikiem
po koniec 5 klasy w… W bibliotece. Usiadłam w najbardziej oddalonym kącie
biblioteki, i obok regału odstawała deska, więc zajrzałam tam. No i jest.
Wybacz, że nie dałam ci tego od razu, ale chciałam dać ci to na urodziny, żebyś
miał niespodziankę. Wybacz.
- To ty mi wybacz. Niepotrzebnie wybuchłem. Prezent jest piękny.
Nigdy bym się takiego nie spodziewał. Dziękuję. – Powiedział i przytulił mnie.
Od razu zrobiło mi się lżej na sercu.
Nasze „czułości”, przerwało pukanie do drzwi. A w progu stał nie
kto inny jak…
- Cho. Co ty tu robisz? – Spytał chłodno Harry.
- Jak to co? Masz urodziny! Mam coś dla ciebie! – Powiedziała
słodko. Za słodko. Prawie zwróciłam przed chwilą zjedzony tort.
- Nie trzeba. Teraz wybacz, ale wracam do przyjaciół. – I zamknął
drzwi, lecz panna miss plastiku była szybsza.
- Nie uciekniesz mi tak łatwo Pottuś. A teraz prezencik.
- Co to jest?
- Test ciążowy idioto! Do tego pozytywny.
- Co?! Przecież my nie ten!
- A wiesz, że istnieje coś takiego jak alkohol i zaklęcie
zapomnienia?
- Ty podła żmijo! – Wykrzyczał, czerwony do granic możliwości
Harry.
- Masz trzy opcje do wyboru. Pierwsza - jesteśmy szczęśliwą
rodzinką, druga – płacisz alimenty i nie masz kontaktu z dzieckiem. Trzecia –
bierzesz bachora do siebie i się już więcej nie zobaczymy. Za 6 dni tu wrócę i
podejmiesz ostateczną decyzję. Do zobaczenia. – Pożegnała się z wrednym
uśmieszkiem.
- Co ja mam teraz zrobić? – Powiedział Harry, siadając i kryjąc
twarz w dłonie.
- Ja bym na twoim miejscu wzięła tego dzieciaka do siebie. Na
pewno dobrze się nim zajmiesz, a nie masz pewności, co Cho z nim będzie robić i
jak go wychowa. Ja ci pomogę. – Powiedziałam obejmując go, a on uśmiechnął się
smutno.
- Chyba tak zrobię. Tak. Zrobię to. W sumie nawet się cieszę.
Jeszcze nie dorosłem, żeby być ojcem, ale sądzę że będę lepszym rodzicem niż
Cho. - Uśmiechnął się Wybraniec.
- Oczywiście Harry! Będziesz najlepszym tatą. – Powiedziałam
przytulając go. – Ja chcę być chrzestną!
Wszyscy zaczęliśmy się śmiać. Po długich dyskusjach przy kremowym
piwie, zasnęliśmy. Ja na łóżku z Harrym i Ronem, a Ginny z bliźniakami. Gdy się
obudziłam leżałam na Wybrańcu, a nogi miałam zarzucone na brzuch rudzielca,
który spał na dole łóżka. Podniosłam się delikatnie, nie budząc chłopców. W
pokoju brakowało jednej rudej czupryny. Zarzuciłam bluzę na za duży na mnie
T-shirt Harry’ego z godłem Gryffindoru *który swoją drogą kiedyś mu ukradłam i
teraz służy mi za piżamę* i wyszłam na plażę. Chłodna, poranna, morska bryza
owiała mnie. Opatuliłam się ciaśniej. Na brzegu siedział Fred.
- Czemu tu siedzisz Freddie?
- A czemu nie.
- Coś się stało?
- Jak się spało?
- A co to ma do rzeczy?
- Harry nie był wystarczająco wygodny?
- Obraziłeś się o to, że usnęłam na Harrym?
- Budzę się, a tu moja dziewczyna leży na Wybrańcu. Jak mam nie
być zły?
- Po prostu. Zrozum, że Harry to tylko mój przyjaciel. –
Powiedziałam całując go w policzek, a on mnie objął. – Mój zazdrośnik.
- Miałaś tak nie mówić!
- Wybacz… Zazdrośniku.
***
Wróciłam!!! Teraz postaram się regularnie wstawiać. Mam również
pomysł na miniaturkę. Co o tym myślicie? Chcielibyście przeczytać?
Tym czasem pozdrawiam :*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz