poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Rozdział 7 Prezent

Rozdział 7
         - Skąd masz pamiętnik mojej mamy?! I od kiedy go masz?! – Krzyczał Harry.
- Spokojnie Harry. Znalazłam pudło ze zdjęciami i tym pamiętnikiem po koniec 5 klasy w… W bibliotece. Usiadłam w najbardziej oddalonym kącie biblioteki, i obok regału odstawała deska, więc zajrzałam tam. No i jest. Wybacz, że nie dałam ci tego od razu, ale chciałam dać ci to na urodziny, żebyś miał niespodziankę. Wybacz.
- To ty mi wybacz. Niepotrzebnie wybuchłem. Prezent jest piękny. Nigdy bym się takiego nie spodziewał. Dziękuję. – Powiedział i przytulił mnie. Od razu zrobiło mi się lżej na sercu.
Nasze „czułości”, przerwało pukanie do drzwi. A w progu stał nie kto inny jak…
- Cho. Co ty tu robisz? – Spytał chłodno Harry.
- Jak to co? Masz urodziny! Mam coś dla ciebie! – Powiedziała słodko. Za słodko. Prawie zwróciłam przed chwilą zjedzony tort.
- Nie trzeba. Teraz wybacz, ale wracam do przyjaciół. – I zamknął drzwi, lecz panna miss plastiku była szybsza.
- Nie uciekniesz mi tak łatwo Pottuś. A teraz prezencik.
- Co to jest?
- Test ciążowy idioto! Do tego pozytywny.
- Co?! Przecież my nie ten!
- A wiesz, że istnieje coś takiego jak alkohol i zaklęcie zapomnienia?
- Ty podła żmijo! – Wykrzyczał, czerwony do granic możliwości Harry.
- Masz trzy opcje do wyboru. Pierwsza - jesteśmy szczęśliwą rodzinką, druga – płacisz alimenty i nie masz kontaktu z dzieckiem. Trzecia – bierzesz bachora do siebie i się już więcej nie zobaczymy. Za 6 dni tu wrócę i podejmiesz ostateczną decyzję. Do zobaczenia. – Pożegnała się z wrednym uśmieszkiem.
- Co ja mam teraz zrobić? – Powiedział Harry, siadając i kryjąc twarz w dłonie.
- Ja bym na twoim miejscu wzięła tego dzieciaka do siebie. Na pewno dobrze się nim zajmiesz, a nie masz pewności, co Cho z nim będzie robić i jak go wychowa. Ja ci pomogę. – Powiedziałam obejmując go, a on uśmiechnął się smutno.
- Chyba tak zrobię. Tak. Zrobię to. W sumie nawet się cieszę. Jeszcze nie dorosłem, żeby być ojcem, ale sądzę że będę lepszym rodzicem niż Cho. - Uśmiechnął się Wybraniec.
- Oczywiście Harry! Będziesz najlepszym tatą. – Powiedziałam przytulając go. – Ja chcę być chrzestną!
Wszyscy zaczęliśmy się śmiać. Po długich dyskusjach przy kremowym piwie, zasnęliśmy. Ja na łóżku z Harrym i Ronem, a Ginny z bliźniakami. Gdy się obudziłam leżałam na Wybrańcu, a nogi miałam zarzucone na brzuch rudzielca, który spał na dole łóżka. Podniosłam się delikatnie, nie budząc chłopców. W pokoju brakowało jednej rudej czupryny. Zarzuciłam bluzę na za duży na mnie T-shirt Harry’ego z godłem Gryffindoru *który swoją drogą kiedyś mu ukradłam i teraz służy mi za piżamę* i wyszłam na plażę. Chłodna, poranna, morska bryza owiała mnie. Opatuliłam się ciaśniej. Na brzegu siedział Fred.
- Czemu tu siedzisz Freddie?
- A czemu nie.
- Coś się stało?
- Jak się spało?
- A co to ma do rzeczy?
- Harry nie był wystarczająco wygodny?
- Obraziłeś się o to, że usnęłam na Harrym?
- Budzę się, a tu moja dziewczyna leży na Wybrańcu. Jak mam nie być zły?
- Po prostu. Zrozum, że Harry to tylko mój przyjaciel. – Powiedziałam całując go w policzek, a on mnie objął. – Mój zazdrośnik.
- Miałaś tak nie mówić!
- Wybacz… Zazdrośniku.


***
Wróciłam!!! Teraz postaram się regularnie wstawiać. Mam również pomysł na miniaturkę. Co o tym myślicie? Chcielibyście przeczytać?
Tym czasem pozdrawiam :*








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz