Po kolacji zaproponowałam spacer, ponieważ zbliżał się zachód słońca.
- I mi! – Powiedzieli George, Ron i Ginny.
Spojrzałam błagalnie na Harry’ego.
- Chodźmy. – Uśmiechnął się.
Gdy byłam na plaży, poczułam chłód zbliżającej się nocy, a ja
byłam ubrana tylko w krótką sukienkę.
- Zimno ci?
- Trochę. - I Harry oddał mi swoją bluzę, w którą się zaopatrzył.
– Dziękuję.
- Więc jak ci się powodzi z Fredem?
- Na razie jest wszystko ok. Zobaczymy jak będzie w Hogwarcie.
- Gdybyś miała jakiś problem, albo jakby trzeba było z kimś się
rozliczyć to śmiało do mnie przychodź.
- Dziękuję. – Powiedziałam przytulając go.
- Uroczo wyglądasz. – Zaśmiał się, a ja uświadomiłam sobie, że
bluza Harry’ego jest mi do połowy ud, przez co nie widać spod niej sukienki.
Również się roześmiałam.
- Wiem. – Uśmiechnęłam się wrednie. – Ale teraz chodź do wody!
- Co? W ciuchach?
- Tylko do kolan!
I gdy weszliśmy do morza nadciągnęła wielka fala, która nas prawie
całych zakryła. Gdy woda uzyskała swój dany poziom, roześmiałam się głośno, a
Harry mi zawtórował.
- Lepiej już wracajmy, zaczyna się ściemniać. – Zaproponował mój
przyjaciel.
- Przecież przyszliśmy tu na zachód słońca! – Powiedziałam i
pociągnęłam go za rękę na piasek. Usiedliśmy obok siebie. Oparłam głowę na jego
ramieniu, a on mnie objął, gdy poczuł, że trzęsę się.
- Pięknie. – Powiedziałam wsłuchując się w szum fal.
- Dokładnie.
*Z PERSPEKTYWY HARRY’EGO*
Po 15 minutach spędzonych w bardzo wygodnej pozycji wróciliśmy do
hotelu. Gdy otwarliśmy drzwi do pokoju było ciemno. Lecz po chwili…
- NIESPODZIANKA!!!
Zapaliło się światło, a pokój był obwieszony balonami i
serpentynami. Na stoliku stał tort, a na jednym z łóżek stos prezentów.
- Wszystkiego najlepszego Harry! – Powiedziała Hermiona rzucając
mi się na szyję, a Fred na mnie patrzył z morderczym wzrokiem, lecz po chwili
mu przeszło. Gdy wszyscy złożyli mi życzenia, Ginny wzięła się za krojenie
tortu. Nie szło jej to najlepiej, więc zajęła się tym Miona.
- Teraz czas na prezenty! – Krzyknęła Gin.
Od bliźniaków dostałem kilka ich najnowszych produktów. Od Rona
zestaw do czyszczenia miotły. Od Ginny książkę „Quidditch przez wieki – wydanie
dla szukających”. A od Hermiony, album ze zdjęciami. Ale nie naszymi. Były tam
zdjęcia za czasów moich rodziców. Ze szkoły. Byli na nich Huncwoci, moja mama i
jakieś jej dwie koleżanki.
- Nie wiem, co powiedzieć.
- Mam coś jeszcze dla ciebie.
- To najlepszy prezent, jaki mogłem dostać.
- Uwierz, że to coś lepszego.
I podała mi pakunek, a w środku znajdowała się jakaś książka. Na
pierwszej stronie napisane było:
- Pamiętnik. Własność Lily Evans.
***
Po jednym dniu przerwy wracam! Możliwe, że jutro będzie rozdział,
po czym nastanie tydzień przerwy. Ale nie obiecuję, że jutro będzie. Jeśli to
czytacie zostawcie po sobie ślad w postaci komentarza J Dzisiaj mija
tydzień od założenia bloga! Pozdrawiam :*
Świetnie !! Czekam na next ;) Pozdrawiam :D
OdpowiedzUsuńMożliwe, że jeszcze dzisiaj się pojawi, a jak nie to jutro na pewno. Pozdrawiam cieplutko :*
UsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
UsuńI tak i tak będę czekać xd Dzieki ;*
UsuńDzisiaj jednak nie zdążę :/ Jutro dokończę i dodam, a później przerwa na tydzień. Dobranoc :*
UsuńDobranoc ;D
Usuń