Kiedy poczułam grunt pod
stopami, poczułam również swój żołądek pod gardłem. Po chwili milczenia Pan
Weasley zabrał głos:
- No to wchodzimy.
Poszedł i zapukał. Po chwili drzwi otworzył tęgawy mężczyzna z
wąsem.
- Dzień Dobry! Zastaliśmy Harry’ego? – Uprzejmie zapytał Pan Artur.
- HARRY! Zaraz, zaraz, kim pan jest? – Odparł owy pan.
- Och, gdzież moje maniery? Nazywam się Artur Weasley. Mój syn i
pański siostrzeniec są przyjaciółmi. – Powiedział, po czym wyciągnął dłoń.
- Vernon Dursley. – Wydukał i z niechęcia uścisnął dłoń pana
Weasley’a.
W tym samym czasie ktoś zszedł po schodach i podążał się w
kierunku drzwi.
- Tak wuju? – Podszedł do drzwi Harry. – Dzień Dobry! Jak miło
pana widzieć! Hermiona!
Podał panu Weasley’owi dłoń i mnie przytulił. Zrobiło mi się
dziwnie gorąco.
- Dobrze Cię widzieć. – Wyszeptałam mu prosto do ucha.
- Co pan od niego chce? – Warknął pan Dursley.
- Jeśli to nie będzie problem, to chciałbym go wziąć do siebie do
domu do końca wakacji.
- Co?! On nigdzie nie pójdzie! Ma siedzieć w domu, a nie przebywać
z takimi dziwolągami jak on sam!
- Przepraszam, że się wtrącę, – powiedziałam, niechętnie
wyplątując się z ramion Harry’ego – ale z tego co wiem, to pan nie przepada za
Harry’m, więc powinien się pan cieszyć, że chce go ktoś od państwa zabrać.
- A bierzcie go w diabli.
- Hermiona idź z Harry’m. Pomóż mu się spakować, ja tu poczekam. –
Powiedział tata naszych przyjaciół.
Poszłam z Wybrańcem na górę. Weszliśmy do niewielkiego pokoju.
Ściany miały kolor brązowy i były poobstawiane regałami pełnymi zabawek i
sprzętów elektrycznych. W rogu stało niewielkie łóżko, a obok biurko i krzesło.
Na biurku zauważyłam nasze zdjęcie z Ronem. Było zrobione na początku piątej
klasy, siedzieliśmy pod „naszym” dębem na błoniach, ja się uczyłam, a chłopcy
zrywali trawę i we mnie rzucali nią. Było wtedy tak spokojnie. Z ciągu myśli
wyrwało mnie szarmanckie chrząknięcie Harry’ego.
- Jak Ci minęły wakacje Hermiono?
- W porządku. Byłam z rodzicami w Paryżu. Pięknie tam.
Chciałabym tam wrócić.
- Kiedy wszystko się uspokoi i nasze życie nie będzie już tak
narażone, pojedziemy tam, razem z Ronem. Obiecuję.
Rzuciłam mu się na szyję. A on objął mnie w pasie i wtulił twarz w
moje włosy. Ta chwila mogłaby trwać wiecznie. Po długim czasie niechętnie się
odsunęłam. Harry wyciągnął kufer spod łóżka i zaczął wrzucać ciuchy.
- Faceci… - Westchnęłam i wyrzuciłam wszystkie ubrania z kufra i
zaczęłam je składać.
- Kobiety… - Teatralnie westchnął Harry, a ja cicho zachichotałam.
Poszedł dosypać jedzenia i dolać wody Hedwidze. Kiedy spakowałam
mu wszystkie ubrania, on dorzucił kilka książek i coś co wyglądało jak…
- Harry, to album ze zdjęciami? Mogę obejrzeć?
- Tak pewnie.
Pierwsze zdjęcie przedstawiało malutkiego Harry’ego z rodzicami.
Wszyscy byli tacy szczęśliwi. Następne przedstawiało pierwszy lot Wybrańca na
miniaturowej miotle i śmiejącego się jego tatę. Później było jeszcze kilka jego
zdjęć z dzieciństwa. Następne było nasze pierwsze wspólne zdjęcie z Ronem. Było
zrobione w pierwszej klasie, niedługo po akcji z trollem w toalecie. Reszta to
były nasze zdjęcia z gościnnym występem Ginny, Nevila i Luny.
- Piękna pamiątka.
- Dzięki, te zdjęcia na których jestem z rodzicami odstałem w
pierwszej klasie od Hagrida.
- To miłe z jego strony. Chodźmy już.
Zeszliśmy na dół, pożegnaliśmy się z państwem Dursley i
aportowaliśmy się do Nory.
- Dzień Dobry kochaneczki! – Wyściskała nas Pani Weasley. –
Jesteście głodni? Zaraz wam coś pysznego przygotuję.
Warknięcie brzucha przypomniało Hermionie, że nie zdążyła zjeść
śniadania w domu. Po chwili stół uginał się od pysznych potraw.
- FRED, GEORGE, RON! ŚNIADANIE! – Krzyczała mama naszych
przyjaciół.
- Pani Weasley, a gdzie jest Ginny? – Spytał Harry.
- Ginny pojechała do tego swojego chłopaka, jak mu tam…
- Dean. Dean Thomas. – Dokończyłam.
- No tak! Powinna wrócić dzisiaj popołudniu. Wtedy wam coś
ogłosimy kochaneczki. – Odparła uprzejmie kobieta.
Po chwili na dół zeszło 3 nieprzytomnych chłopaków w samych
bokserkach.
- Cześć. – Przywitałam się.
- Cześć Mionk… HERMIONA?! Co ty tutaj robisz? Harry? Mamo, czemu
mi nic nie powiedziałaś? Cholera! – Wykrzyczał Ron uświadamiając sobie,
że zszedł w samej bieliźnie.
Poleciał na górę się ubrać, a bliźniacy wciąż nieprzytomni, nie
zwracając uwagi na swój strój powlekli się do stołu.
Po chwili Ron wrócił już w pełni ubrany i wszyscy zaczęli jeść.
- Kiedy przyjechaliście? – Po skończonym posiłku zapytał Fred.
- W sumie przed chwilą. – Odparłam. – Wasz tata po nas przyszedł
przed pracą. Tak naprawdę nie wiemy w jakim celu.
- Ale ja wiem i to wystarczy. Wszyscy się dowiecie po południu,
jak Ginny wróci. – Wtrąciła się pani Weasley. – A teraz wszyscy sio na górę.
Hermiona ma pokój z Ginny, a Harry z Ronem. Rozpakujcie się, a potem zejdźcie
na dół.
Jak powiedziała mama rudzielców tak zrobiliśmy. Schylałam się po
kufer, lecz ktoś był szybszy i go wziął za mnie. Tym kimś był nikt inny jak
Fred. Uśmiechnęłam się do niego i wzięłam klatkę z Krzywołapem i poszłam na
górę, a chłopcy za mną. W pokoju wypuściłam kota, żeby mógł rozprostować kości,
a największy żartowniś Hogwartu położył mój kufer na łóżku. Zaczęłam wyciągać ciuchy
i układać je w szafie, a Fred usiadł na łóżku Ginny i mnie obserwował. Po
skończonej pracy, zdjęłam kufer i położyłam obok łóżka i również usiadłam.
Przez chwilę patrzyliśmy sobie w oczy, po czym wstałam i powiedziałam:
- Idziemy Fred.
- Przekonaj mnie do tego.
- Nie wygłupiaj się tylko chodź, bo zaraz wparuje tu twoja mama, a
tego chyba wolelibyśmy uniknąć.
- Zdecydowanie.
Zaśmiałam się i ruszyłam w stronę schodów, lecz tuż przed
pierwszym stopniem potknęłam się i gdyby nie czyjeś męskie ramiona, łapiące
mnie w ostatniej chwili w talii, nieźle bym się poturbowała.
- Następnym razem uważaj. – Szepnął mi prosto do ucha mój wybawca.
– Szkoda żeby taka piękna dziewczyna się połamała. Chociaż nie ukrywam, że
byłoby mi miło częściej Cię ratować.
Zszokowana patrzyłam na oddalającą się na schodach postać Freda.
Po chwili z pokoju wyszedł Ron i Harry.
- Coś się stało? – Spytał Ron.
- Nie, wszystko okej. Chodźmy, bo pani Weasley będzie zła.
Lecz na dole nie było mamy naszych przyjaciół, leżała tylko kartka
na stole.
- „Pojechałam załatwić pewną sprawę. Wrócę o 17. Lista rzeczy do
zrobienia: odgnamianie ogrodu – George, mycie toalet – Ron *jęknięcie Rona*,
mycie okien – Fred, zmiana pościeli – Hermiona. Obiad macie w lodówce,
wystarczy tylko podgrzać. Zabrałam różdżki Fredowi i Georgowi, więc sprzątacie
bez użycia magii!”
- Co?! – Zbulwersował się Georg.
- Więc do roboty. – Rozkazałam. – Gdzie trzymacie czyste pościele?
- Chodź pokażę Ci. – Wziął mnie za rękę i zaprowadził Fred (?!).
Kiedy już miałam to, co miałam mieć, zabrałam się za robotę. Po 40
minutach skończyłam i zeszłam na dół żeby podgrzać obiad. Po chwili przyszedł
Fred.
- Pomóc ci w czymś? – Zapytał z dziarskim uśmiechem.
- Możesz nakryć do stołu. – Odpowiedziałam nie odwracając
wzroku.
Po chwili wszystko było gotowe.
- Masz może ochotę przejść się na spacer po obiedzie?
- Miałam w planach czytać książkę.
- Tam gdzie pójdziemy, będzie na to idealne miejsce.
- W takim razie z przyjemnością. CHŁOPCY OBIAD!
Po obiedzie pozmywałam, pomógł mi w tym Harry.
*Z PERSPEKTYWY HARRY’EGO*
- Masz już coś teraz w planach? – Spytałem, kiedy skończyliśmy
sprzątać po obiedzie.
- Tak, idę na spacer z Fredem.
- Aham, okej. W takim razie do zobaczenia.
W okolicach serca poczułem ukłucie. Poszedłem na górę do Rona.
- Co tam? – Zagadnął mój rudy przyjaciel.
- Ehh, szkoda gadać.
- Problemy sercowe? – Zaśmiał się Ron.
- Pff, nie no co ty. – Zaśmiał się nerwowo.
- Okej, widzę że nie chcesz gadać. To partyjka szachów?
*Z PERSPEKTYWY HERMIONY*
Poszłam na górę się przebrać. Założyłam dżinsowe krótkie spodenki
z wysokim stanem i białą bluzkę na krótki rękaw. Do tego zwykłe czarne trampki.
Wzięłam książkę i zeszłam na dół, gdzie czekał już na mnie Fred.
- To idziemy? – Spytał z uśmiechem?
- Na to wygląda.
- Do celu naszej wyprawy, jest jakieś 15 minut drogi, może przez
ten czas pogramy w pytania?
- Czyli?
- Zadajemy sobie pytania za zmianę na dowolny temat i trzeba
odpowiedzieć.
- Okej.
- To ja zacznę. Jakiego chłopaka ostatnio pocałowałaś?
- Ohh. To było dawno, głównie się skupiałam na nauce, ale to był
chyba Wiktor.
- Całowałaś się z Krumem?
- No tak tylko raz, generalnie patrzył jak się uczę albo ćwiczył.
- No nieźle, Panna-Wiem-To-Wszystko jednak nie jest taka święta. –
Zaśmiał się. – Teraz ty.
- Okej. Trzy ostatnie dziewczyny, jakie pocałowałeś?
- O ty mała złośnico! Okej, więc Angelina Johnson, Katie Bell i…
- No I kto? – Spytałam z uśmiechem.
- McGonagall.
- Co? Hahahaha, serio? – Zaczęłam zwijać się ze śmiechu.
- To było przez Georga, przegrałem zakład i miałem zrobić jakieś
wyzwanie, albo wywiesi po całej szkole moje nagie zdjęcia.
- Nie wierzę w was.
- Dobra, koniec nabijania się z biednego Freda. Teraz jakieś
normalne pytanie. Twój ulubiony przedmiot?
- Zaklęcia, Transmutacja, OPCM i Historia Magii. Lubię się z
wszystkich przedmiotów uczyć, ale z tych chyba najbardziej. Jakiego nauczyciela
najbardziej nie lubisz?
- To logiczne, że Snape’a. Kim chcesz zostać w przyszłości?
- To trochę głupie, ale chciałabym uczyć w Hogwarcie. Wiem, że to
niemożliwe, ale to takie moje marzenie. A z takich realnych zawodów to
uzdrowiciel.
- Masz bardzo duże szanse żeby uczyć w Hogwarcie. Sumy na pewno
zdałaś śpiewająco i owutemy pewnie też zdasz stuprocentowo. Jesteś idealną
kandydatką i mogę się założyć, że Dumbledore też to zauważy. O, jesteśmy na
miejscu.
Kiedy zobaczyłam gdzie jesteśmy, zaniemówiłam.
***
Prawdopodobnie jutro będzie rozdział 2. Miłej nocy :*
Ron wyjebał system XD Fred taki uroczy ^^
OdpowiedzUsuńWiadomo, że Freddie uroczy hahaha <3
Usuń